poniedziałek, 25 sierpnia 2014

one shot

Hej. Jest tu jeszcze ktoś?
To ten... Napisałam one shota, jest dziwny, bardzo. Nie lubię go.
Ale PEWNE OSOBY XD męczyły mnie że mam dodać... będziecie żałować, mówię tylko.
Tak się składa że pisać nie umiem.
Dobra, koniec, rip nadzieje na szacunek u czytelników frerardów...



Zimne powietrze... Chłodny powiew obudził mnie ze snu, nawet nie pamiętam, czy to był koszmar, czy coś przyjemnego. Ostatnio w ogóle nie pamiętam swoich snów. Ale nie były mi one potrzebne, nie musiałem ich znać. Za dnia coś innego przyciągało moją uwagę, coś realnego. A raczej ktoś. Leżał obok mnie, przysłonięty do połowy klatki piersiowej kołdrą, obejmujący mnie delikatnie w pasie, mój chłopak - Frank. Był idealny. Jego gładka, blada cera, ciemne włosy, które wpadały mu do oczu i musiał je często odgarniać. Te bursztynowo czekoladowe, pełne uczuć tęczówki spoglądające na mnie codziennie. I śliczne usta, które zdobił kolczyk dodający mu urody. Mogłem tak na niego patrzeć godzinami, ale wtedy lekko uchylił powieki i zwrócił na mnie wzrok. Te oczy miał najcudowniejsze na całym świecie, utonąłem w nich...
-Na co się tak patrzysz? - mruknął słodkim głosem przytulając mnie jeszcze mocniej.
-Na Ciebie. To jedna z rzeczy, które uwielbiam robić. Mogę tak Cię oglądać cały dzień. Przeszkadza Ci to?
-Ależ skądże - zaśmiał się.
Puścił mnie i zaczął lekko się podnosić, ale chwyciłem go za ramiona i położyłem z powrotem, na plecach, kładąc się na nim delikatnie.
-Gdzie Ty się wybierasz? - szepnąłem, unosząc kąciki ust.
-Na śniadanie, no chodź... Gerard... Nie teraz... - mruczał pomiędzy moimi pocałunkami, które składałem na jego ustach. 
Ach tak, usta... Miękkie, lekko różowe, uwielbiałem je całować. A on tak po prostu chciał zwiać na śniadanie, nie, nie, miałem ochotę go jeszcze pomęczyć.
-Kochanie... Koniec już... - ale w końcu mi się poddał i złączył nasze wargi bez oporu,  na co uśmiechnąłem się lekko. Kochałem tego faceta ponad życie. Oddałbym za niego wszystko. Podarowałem mu już swoje serce. 
Ostatni raz cmoknąłem go w usta, po czym wstałem i pociągnąłem za sobą do kuchni. 
Próbowałem go ode mnie odkleić, żeby zrobi śniadanie, ale uparcie się mnie trzymał. Jakby bał się, że gdy mnie puści, stanie się coś złego. Ale nie przeszkadzało mi to, nie lubiłem, kiedy w jego oczach błyszczały łzy. Przy mnie był bezpieczny. 
Robiłem tą głupią jajecznicę, która w sumie była zbędna, bo ani ja, ani Frank nie byliśmy głodni. Chłopak obejmował mnie wokół brzucha, stając wysoko na palcach, żeby spojrzeć mi przez ramię. Jego wzrost także był strasznie uroczy, kochałem w nim nawet ten szczegół.
-Geraard... - szepnął mi do ucha.
-Co się stało, Frankie?
-Idziesz dziś do pracy? - zapytał ze smutkiem w tym swoim wiecznie radosnym głosiku. 
Pracowałem w galerii sztuki oprowadzając wycieczki itp. Lubiłem to, mimo, że nie zawsze wykazywali zainteresowanie tym co mówię. Ale tak już jest. Zresztą mogłem dzielić się moją wiedzą, przemyśleniami, a od czasu do czasu zdarzył się ktoś, kogo nie zanudzałem. Mimo wszystko, lubiłem tam pracować.
-Nie, mam wolne - odrzekłem, składając na jego policzku mokrego całusa. I znów zobaczyłem w jego oczach tą iskierkę. Chciałbym, żeby zawsze był szczęśliwy. - A my możemy w końcu gdzieś wyjść. Kino? - zaproponowałem.
-Jasne, byłoby super! - obrócił mnie w swoją stronę i przytulił się, chowając głowę w zagłębieniu w mojej szyi. Obejmowałem go już jakiś czas, chyba z kilka minut. W końcu odsunęliśmy się od siebie i każdy ruszył przygotowywać się na dzisiejsze wyjście. Kiedy mogliśmy już iść na film, chwyciłem Franka za rękę i ruszyliśmy.

-Gerard, czemu wszyscy się na nas tak dziwnie gapią?
-Bo są, kochanie ty moje, pieprzonymi homofobami. - odparłem rzucając przechodniom pogardliwe spojrzenia. - Ale nie przejmuj się nimi.



-Ty wybierz film, mówię przecież!
-Nie, Ty! Twoje zdanie się bardziej liczy! - kłóciliśmy się przed kinem.
-Gee, jak nie wybierzesz, to... - nie dokończył, bo zamknąłem mu usta pocałunkiem. W końcu oderwałem się od niego - X-men - wyszeptał uśmiechając się i połączył nasze wargi jeszcze na chwilkę. 
-Dobra, chodź już.


Film nie był jakiś długi, wróciliśmy rozmawiając o nim. Reszta wieczoru minęła zadziwiająco szybko. Na zewnątrz panowała dość chłodna temperatura, więc kładąc się do łóżka obok mojego chłopaka zastanawiałem się, czy nie jest mu zimno. Po krótkiej chwili wahania przytuliłem się mocno do obróconego tyłem do mnie Franka i pocałowałem go delikatnie w policzek.
-Słodkich snów - szepnąłem. Chyba spał, mi także nie zajęło to dużo czasu.

Około trzeciej obudziły mnie jakieś krzyki, otworzyłem zaspane oczy i zobaczyłem Franka wrzeszczącego i całego we łzach. Ale ciągle spał. Rzuciłem się, żeby jak najszybciej go obudzić. Rozszerzył powieki i rzucił mi się na szyję, Cały czas płakał.
-Frankie, to tylko sen, spokojnie...
-Ge.. Gerard... - zaczął łamiącym się głosem.
-Ciii, jestem tutaj...
-Śniło mi się... że... że nie żyjesz... - powiedział po czym totalnie się rozkleił i przytulił mnie jeszcze mocniej. Położyłem go na łóżku i pozwoliłem objąć mnie jak tylko będzie mu wygodnie. Po kilku minutach uspokoił się i zasnął.


~~~*~~~*~~~

Wracałem z pracy, był już późny wieczór. Ciekawe, jak tam Frank, dziś szczególnie nie chciałem go zostawiać. Rano chodził taki przybity tym snem...
Skręciłem w lewo i wszedłem do kamienicy. To mieszkanie nie było jakieś luksusowe, ale da się żyć. 
Stopnieć po stopniu, dostałem się na górę i otworzyłem drzwi, za którymi mam ujrzeć Franka czekającego na mnie na kanapie. Chciałem już go przytulić.
-Cześć Frankie! Jestem! - rzuciłem na przywitanie. - Słońceee!
Gdzie on się schował?! Ale nie mam siły teraz na te jego zabawy, ruszyłem do kuchni, gdzie zobaczyłem poszukiwaną osobę.
-Tu jesteś! - powiedziałem.
Obrócił się i zamarłem. W jego oczach nie było miliona emocji jak zwykle, nie było miłości tak jak kilka godzin temu. Zbliżyłem się przerażony.
-Kochanie, co jest? - spytałem.
Nie odpowiedział, ruszył s moją stronę trzymając coś w ręce. Nie zdążyłem nic zrobić i poczułem zimne ostrze noża przeszywające mój brzuch.
-Frankie... - szepnąłem - Frank, kochanie, co Ty zrobiłeś...
Robi mi się słabo.
-Frank, zadzwoń... Pogotowie...
Słyszę stukanie do drzwi.
-Pomóż mi, Frankie...
Dławię się łzami.
-Proszę...
Upadam.

~~~*~~~*~~~

-I wtedy zobaczył pan brata zadającego sobie ciosy nożem?
-T-tak... - odpowiedział Mikey.
Śmierć Gerarda była dla niego wstrząsająca, szczególnie samobójcza.
-Był sam?
-Chyba. Mówił coś, do jakiegoś Franka... Żeby mu pomógł. Ale nikogo nie było.
-Zna pan kogoś o imieniu Frank?
-Nie. Gerard mówił że ma chłopaka, ale sąsiedzi utrzymują, że nigdy nikogo z nim nie widzieli i że czasem dziwnie się zachowywał. 
-Rozumiem, dziękuje. To wszystko.

6 komentarzy:

  1. Edek...
    Ja.. ja nie wiem, co mam powiedzieć. Popłakałam się. Serio, nie wiem, co napisać, jakoś mi słów brakuje. Naprawdę dziękuję Ci za tego shota. To było coś cudownego...

    OdpowiedzUsuń
  2. Na początku utrzymywałaś wszystko w takim cukierkowym klimacie że aż chciało się rzygać gejowską tęczą a na końcu taki zwrot akcji, że aż nie wiem co powiedzieć!
    Edward jesteś miszczem jeśli chodzi o akcję ale rozkazuję ci pisać dłuższe opowiadania i shoty, oke?
    Pozdrawiam, Freak x

    OdpowiedzUsuń
  3. To było cudowne 'Śniło mi się... że... że nie żyjesz... - powiedział po czym totalnie się rozkleił i przytulił mnie jeszcze mocniej' płacze
    Nie zdajesz sobie nawet sprawy jakie to było super....
    kc, pampkajn.

    OdpowiedzUsuń
  4. dawajcie więcej, z racji tego, że to było piękne ;-; chyba pierwsze ff o Frerardzie w które się wciągnęłam xx

    OdpowiedzUsuń
  5. O matko! Genialne. Od razu dodam twojego bloga do zakładek! Ten szocik jest świetny!

    OdpowiedzUsuń
  6. czeeść, nie wiem od czego ja mam zacząć... kurde, to było piękne. i nie, nie ten one shot, nie inny one shot, tylko to wszystko. Każde słowo, i ja nie żartuję...
    Naprawdę, to, sprawiało, że miałam łzy w oczach ze śmiechu, czasem ze smutku... i nie pierdol, że nie masz talentu, bo właśnie w ostatnich dwóch one shotach się nim popisałaś. Liczę na więcej frerarda, wiecej twojej twórczości w internecie, bo jest super. Oryginalna, w dobrym słowa znaczeniu...

    ~Miłego xoxo frankensztajn

    OdpowiedzUsuń