Dobry wieczór! Witam Was one shotem, którego dedykuję mojej kochanej Marysi :>
W sumie pisałam go kilka dni temu a teraz większość przerobiłam, jest późno i nie wiem jak to wyszło :C
No ale, dziękuję za komentarze i zachęcam do pisania, indżoj...
Wyszedł
z sali trzaskając za sobą drzwiami z numerem 14. Nie mógł znieść panującego w
środku hałasu, napięcia oraz łez w oczach. Podobnie brzmiące zdania dyktowane
przez nauczycielkę mieszały mu się w głowie, nie mógł wyłapać o czym ona mówi.
Obgryzając, już do krwi, swoje zniszczone paznokcie ruszył korytarzem,
podpierając się i mając nadzieję, że nie zostanie zauważony przez nikogo, kto
by się nim zainteresował. Ale i tak się nie interesowali. Mógł siedzieć trzęsąc
się ze złości lub od płaczu, a nikt by nie zwrócił uwagi.
Nie mogąc już dalej iść, oparł się o
chłodną ścianę. W głowie ciągle szumiało, nie mógł przetworzyć informacji. Ręce
trzęsły mu się z nieznanego powodu. Osunął się po zimnej powierzchni i usiadł
na podłodze. Nagle do jego uszu dotarł niezwykle spokojny, delikatny dźwięk.
Serce przestało bić tak mocno, cały
jakby się zatrzymał. Gitara. Z Sali obok. Opuściły go natychmiast wszelkie
negatywne emocje. Powoli podniósł się i lekko uchylił drewniane drzwi. Zauważył
chłopaka. Czarnowłosego, mniej więcej w jego wieku, ubranego w ciemne kolory.
Grał tak delikatnie, jakby trzymał w rękach cały świat. A może trzymał?
Nie zauważył, gdy chłopak przestał
grać. Patrzyli sobie wzajemnie w oczy czekając na… właściwie na co czekali?
Mając dość krępującej ciszy, odezwał się nieznajomy.
-Cześć. Nie widziałem cię.
-Przepraszam, nie powinienem
podsłuchiwać, przepraszam. – zaczął się tłumaczyć Frank.
-Nic się nie dzieje, serio, nie
przejmuj się tak – uśmiechnął się przyjaźnie – Jestem Gerard.
-Frank – odwzajemnił. – Fajnie to
zagrałeś, co to było?
-Własna piosenka, nic takiego.
-Weź, była ekstra! Chciałbym umieć
grać… - pożalił się nowo poznanemu Gerardowi. Od początku poczuł do niego
sympatię.
-Może cię nauczyć? – zaproponował
czarnowłosy.
-No co ty! Serio? Byłoby ekstra!
Tym sposobem Frank nie poszedł na
kilka kolejnych lekcji, co dziwne, Gerard się tym nawet nie przejął. Kilka
godzin rozmawiali o wszystkim, zaczynając od zespołów, kończąc na szkole. Nie zauważył, kiedy minęło tyle czasu.
Zebrali się niechętnie do domu około 17, po pożegnaniu się z Gerardem cicho
przemknęli niedaleko woźnego i niezauważeni rozeszli się w różne strony.
Frank wszedł do domu i od razu
uśmiech zszedł mu z twarzy. Ojciec znowu pił, matka pewnie gdzieś poszła.
-Gdzie byłeś? – usłyszał
zachrypnięty głos.
-W szkole
-Tak długo?! – ojciec wstał i zaczął
szarpać syna. – Do pokoju, już!
Czuł mocną woń alkoholu. Oddalił się
i, jak kazał ojciec, ruszył w stronę pokoju. Po prostu się go bał. Bał się, że
znów go uderzy, ale mógł tylko spuścić głowę i odejść.
Wziął się za uczenie na jutrzejszy
sprawdzian, ale jakoś nie mógł się skupić, więc poszedł spać (dop. autora –
robię tak całe życie). Zasnąć też nie mógł. Myślał o tym, czy spotka się jutro
z Gerardem. Jeny, strasznie go polubił, a znali się bardzo niedługo. Ach, taka
ważna informacja o Franku – jest gejem. Zawsze go przez to źle traktują. Ojciec
dlatego go tak nienawidzi.
Po godzinie przewracania się w
łóżku, odpłynął. Zasnął smutny. Zasnął
samotny.
***
Kolejny dzień, jednak
nie tak zły jak poprzednie. Franka podnoszącego się leniwie z łóżka pociesza
myśl, że może spotka poznanego wczoraj chłopaka, który uczy go gry na
instrumencie. Nastolatek nie potrzebuje wiele czasu żeby przygotować się do
szkoły, więc po chwili szedł już ulicą New Jersey kierującą go na przystanek.
Od razu podbiegł
do sali, w której ostatnio spotkał Gerarda. Zastał go tam.
-Cześć! – rzucił
przekraczając próg.
-Hej Frankie –
uśmiechnął się Gerd.
Pięknie się
uśmiechał. Wyglądał przeuroczo.
-To co, ćwiczymy
już jakąś prostą piosenkę? – spytał wyciągając Franka z krainy marzeń.
-Jasne!
Kolejne godziny,
sala zamknięta, niezliczone nieobecności na lekcjach. Frank, nie zważając na
konsekwencje, kochał tak spędzać czas. I powoli zaczynał kochać Gerarda. Po tak
krótkim czasie. Miał dreszcze, gdy przypadkowo musnęli się dłońmi. Uwielbiał
to, gdy byli tak blisko. Spędzali ze sobą wiele dni, tygodni, także po
lekcjach, chodząc i rozmawiając.
-Frank? – zaczął
Gerard podczas spaceru po parku.
-Hm?
-Nie jest ci
zimno? Już wieczór.
-No może trochę…
- odparł nieśmiało.
Gerd stanął
naprzeciwko chłopaka i zarzucił na niego swoją kurtkę, bo nastolatek miał na
sobie tylko bluzę. Kiedy chciał się odsunąć, Frank chwycił go niespodziewanie
za chłodne dłonie i popatrzył prosto w oczy. Stał tak nie wiedząc co robi, a
kiedy zdał sobie z tego sprawę, uciekł wyrywając się. W domu nie było nikogo,
na jego szczęście. Rzucił się na łóżko, kładąc wcześniej kurtkę Gerarda na
krzesło. Chciał go pocałować. Nie mógł sobie na to pozwolić. Uspokoił się, wszedł
pod kołdrę i zasnął. Zasnął smutny.
Zasnął samotny.
***
Szedł korytarzem, chcąc
wejść do sali z którą wiązało się tyle wspomnień, oddać kurtkę i wrócić do
nudnego życia. Połowa planu wypaliła, wszedł, napotkał wzrok Gerarda.
-Frank, dlaczego
uciekłeś?
Nie odpowiadał.
-Frank? – Gee
podszedł do niego bardzo blisko, patrzył w niego swoimi pięknymi oczami, tak
niebezpiecznie blisko. Wtedy chłopak pękł.
-Bo cię do jasnej
cholery kocham!
Zamilknął. Oboje
zamilkli. Patrzyli na siebie, kiedy Frank poczuł na swoich ustach wargi
Gerarda. Całował go. Marzenia nie były już marzeniami. Nie wiedział ile już tak
stali, nie chciał tego przerywać, przytulił chłopaka nie przerywając pocałunku.
-Frankie…
-Tak? – nie
odrywał się od Gerarda, bał się go wypuścić, bał się znów zasnąć smutny.
-Też Cię kocham.
Po chwili
czarnowłosy zaproponował spacer, więc wyszli trzymając się za ręce. Niczego
więcej nie potrzebowali. Mijali park, drzewa, zatrzymali się na moście. Frank
stanął przed Gerardem.
-Co się dzieje
słonko?
-Zimno mi… -
wymamrotał uśmiechając się słodko.
Gerard przytulił
chłopaka żeby go ogrzać, złożył na jego czole słodkiego buziaka.
Po chwili
zamarli. Frank usłyszał głos ojca.
-Ty pieprzony
pedale! – podbiegł do syna i zamachnął się na niego, w ostatnim momencie zrobił
unik. Gerard próbował zasłonić chłopaka, ale został brutalnie powalony na
ziemię. Frank zrobił krok w tył. Krok za dużo. Nadjeżdżał samochód.
***
Gerard siedział przy
szpitalnym łóżku już tydzień, czekając na poprawę stanu zdrowia swojej miłości.
Nie było im dane się sobą nacieszyć, ale mają jeszcze szansę, chłopak wierzy,
że Frank się obudzi. Musi się to stać. Iero mógł się obudzić i przeżyć – albo
obudzić ale na chwilę. Na szczęście szansa na to, żeby przeżył była o wiele
większa, więc nie ma się o co martwić.
Gee spał tylko
czasem, bardzo krótko, tak jak teraz. Przysnął. Nie miał kiedy odpoczywać, cały
czas czekał na to, aż Frank się obudzi. To Gerarda obudzono. Obudził go ten, na
którego czekał.
-Gee, skarbie,
śpisz?
Przetarł oczy i
uśmiechnął się szeroko. Przytulił swoją
miłość powtarzając, jak bardzo go kocha.
-Frankie, jak się
czujesz, odpocznij, wszystko będzie dobrze, kocham Cię, chodź tu do mnie – i
znów go przytulił. Tym razem delikatnie, wkładając w to najszczersze uczucia. A
zmęczony Frank zasnął. Zasnął szczęśliwy. Zasnął w jego ramionach. Nie obudził się.